Newsy

Odszedł koń Haru Urara, rekordzista przegranych wyścigów

W japońskiej kulturze funkcjonuje takie pojęcie, jak hōgan biiki [判官びいき], sympatia dla przegranego, które opisuje popularność, jaką cieszą się historie o tragicznych bohaterach. Najlepszym przykładem jest Minamoto-no Yoshitsune, XII-wieczny bohater, który po serii sukcesów kończy tragicznie, wygnany przez brata i zmuszony do popełnienia samobójstwa. To jemu, nie zwycięskiemu Yoritomo, poświęca się powieści, sztuki teatralne i współczesne dzieła popkultury.

Na podobnej zasadzie wyrosła, zdaje się, popularność konia wyścigowego Haru Urary, klaczy, która od czasu swego debiutu w 1998 roku… nie wygrała ani jednego wyścigu spośród 113, w jakich brała udział. Trudno ją jednak nazwać zwierzęciem przegranym, bo tą niezwykłą „umiejętnością” – dawania z siebie wszystkiego podczas gonitw z jednakowym wynikiem – zaskarbiła sobie serca Japończyków. Poświęcono jej książki, film krótkometrażowy (The Shining Star of Losers Everywhere) i piosenkę, doczekała się swojej antropomorfizowanej wersji w anime i grze Umamusume: Pretty Derby, a nawet… postawione na nią zakłady zyskały rangę talizmanu! (Bo po japońsku słowo „przegrać zakład”, ataranai, oznacza również „uniknąć zderzenia”, więc wykupiony na nią zakład traktowano jak amulet chroniący samochód od kolizji).

W 2004 roku Haru Urara przeszła na emeryturę i spędzała jesień życia w spokoju. Tydzień temu, 8 września, zachorowała i następnego dnia zmarła. Miała 29 lat, co dla konia znaczy tyle, co dla człowieka 90.