Newsy

Lekcja, która procentuje przez całe życie – wywiad z Nadią Zarańską, stażystką na Osaka Expo 2025

Jak to się stało, że trafiła Pani na staż przy obsłudze Pawilonu Polski na Expo Osaka 2025?

Początkowy impuls wyszedł bezpośrednio z mojej uczelni, Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych w Gdańsku. Zanim w ogóle staliśmy się częścią globalnego wydarzenia, musieliśmy pokonać gęste sito wewnętrznej rekrutacji akademickiej. Dopiero gdy udało mi się pomyślnie przejść ten pierwszy, wewnątrzuczelniany etap, moja kandydatura – z ramienia uczelni, trafiła do oficjalnego naboru prowadzonego przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu (PAIH).

 

W jakim stopniu Pani studia i Pani uczelnia przygotowały Panią na ten wyjazd?

Moja uczelnia odegrała absolutnie kluczową rolę, i to na poziomie bardzo praktycznym. Uczelnia wyposażyła nas w konkretne narzędzia komunikacyjne poprzez regularne lektoraty z języka japońskiego. Co więcej, tuż przed samym wyjazdem zorganizowano dla nas dodatkowe, intensywne zajęcia z keigo, czyli japońskiego języka honoryfikatywnego. W Kraju Kwitnącej Wiśni umiejętność okazania odpowiedniego szacunku w mowie, zrozumienie hierarchii i form grzecznościowych to klucz, który otwiera niemal każde drzwi. Bez tego przygotowania praca na tak wysokim szczeblu byłaby niezwykle trudna.

Czego obawiała się Pani najbardziej przed wyjazdem? Czy te obawy się potwierdziły? A co okazało się zaskoczeniem na miejscu?

Moją największą obawą była logistyka i zarządzanie własną energią. Udzielono mi wspaniałej możliwości kontynuowania moich studiów zdalnie podczas pobytu w Osace, co było wielkim przywilejem, ale wiązało się z ogromną presją. Bałam się, że będzie mi potwornie ciężko połączyć obowiązki akademickie i realizację projektów z wymagającą pracą na Expo oraz naturalną chęcią eksplorowania i zwiedzania Japonii. To wymagało stworzenia żelaznego harmonogramu.

Zaskoczeniem na miejscu okazało się to, jak japońskie środowisko wymusza pewien rytm – mimo natłoku obowiązków tamtejsza kultura organizacji przestrzeni i czasu paradoksalnie pomaga utrzymać wewnętrzny spokój.

 

Co sprawiało Pani największą trudność w przygotowaniu do obsługi Pawilonu?

Zdecydowanie konieczność błyskawicznego odnalezienia się w zupełnie innych obyczajach i standardach. Japońska kultura obsługi klienta i gościa jest zjawiskiem samym w sobie – wymaga nieustannej uważności, antycypowania potrzeb i perfekcyjnego taktu. Obsługa japońskich gości na tak gigantycznym, prestiżowym i międzynarodowym wydarzeniu, jakim jest Expo, oznaczała wejście w środowisko, gdzie każdy gest, ukłon czy sposób przekazania informacji ma znaczenie. Musiałam mentalnie przestawić się na ten specyficzny rodzaj formalnej empatii.

Co w Pawilonie Polskim cieszyło się największą popularnością wśród Japończyków? Jak Pani sądzi – co było dla nich największym odkryciem?

Absolutnym fenomenem, który przyciągał tłumy, były codzienne recitale muzyki chopinowskiej. Organizowaliśmy je aż trzy razy dziennie i za każdym razem tworzyły one niesamowitą, magnetyczną atmosferę. Japończycy mają głęboką, niemal duchową wrażliwość na twórczość Chopina. Natomiast największym odkryciem było dla nich zdecydowanie piękno naszej natury. Głównym motywem wizualnym i koncepcyjnym naszego pawilonu były polskie rośliny i zioła. Organiczne oblicze Polski zachwyciło zwiedzających.

 

Jak na Pawilon reagowali Polacy odwiedzający Expo?

Reakcje naszych rodaków były niezwykle budujące. W większości przypadków towarzyszyło im ogromne, pozytywne zaskoczenie. Widzieli, w jak przemyślany sposób nasi designerzy i architekci zdołali połączyć tradycyjnego „ducha Polski” z typowo japońskim, minimalistycznym podejściem do przestrzeni i formy. Polscy zwiedzający doceniali to, że potrafiliśmy przedstawić nasze narodowe zagadnienia, historię i kulturę w sposób niezwykle elegancki, nowoczesny i, co najważniejsze, bardzo przystępny dla zagranicznego, a zwłaszcza japońskiego odbiorcy.

Czy w czasie obsługi Pawilonu przydarzyły się Pani jakieś zaskakujące sytuacje?

Działo się tam naprawdę bardzo dużo, właściwie każdego dnia coś nas zaskakiwało. Ale zdecydowanie jedną z najbardziej wyjątkowych sytuacji była wizyta Jej Cesarskiej Wysokości, Księżniczki Tsuguko z rodu Takamado. Niesamowite było to, w jak krótkim czasie musieliśmy skoordynować wszystkie działania i przygotować pawilon, żeby zapewnić najwyższy możliwy standard tej wizyty. Do tego tłumy zgromadzone tego dnia przed budynkiem były wręcz ogromne. To było potężne wyzwanie organizacyjne, ale też niezapomniane przeżycie.

 

Co sprawiało Pani największą satysfakcję?

Zdecydowanie bezpośredni kontakt z ludźmi. Widok zadowolonych zwiedzających, którzy opuszczali nasz pawilon z uśmiechem, rekompensował całe zmęczenie. Największą nagrodą były jednak momenty, kiedy goście podchodzili do nas, zadawali szczegółowe pytania i wykazywali szczerą ciekawość. Chcieli dowiedzieć się czegoś prawdziwego o naszym kraju, o naszej kulturze, a możliwość bycia kimś w rodzaju ambasadora tych informacji dawała poczucie świetnie wykonanej misji.

fot. Adrian Stykowski, Poland at Expo

Co z perspektywy czasu uważa Pani za najcenniejszą nabytą umiejętność z tego stażu?

Nabycie twardej, praktycznej umiejętności błyskawicznego adaptowania się i pracy w ekstremalnie dynamicznych, międzynarodowych środowiskach. Do tego dochodzi płynność i pewność siebie w komunikacji w innych językach. Często moja praca jako grafik wymaga skupienia w zaciszu własnych myśli i ekranu monitora, a to doświadczenie rzuciło mnie w sam środek wielojęzycznego tłumu. Nauczyłam się funkcjonować na najwyższych obrotach, nie tracąc przy tym profesjonalizmu.

 

Co przekazałaby Pani młodym osobom, które myślą o wyjeździe do Japonii na staż, praktyki czy wymianę studencką?

Że bez najmniejszego cienia wątpliwości – warto. Nie pozwólcie, aby obawy przed różnicami kulturowymi czy barierą językową was zatrzymały. To jest doświadczenie, które potężnie poszerza horyzonty, uczy pokory, ale też buduje niesamowitą pewność siebie. Każdy dzień tam to lekcja, która procentuje przez całe życie.